Długo się zastanawiałem jak opisać Australie. Musze powiedzieć, że ten kraj wywołuje u mnie sprzeczne uczucia, lubie go ale jednocześnie nieznosze. Ten kraj – kontynent można porównać do innej planety. Wyobraż sobie, że lądujesz na marsie. Nie oczekuj, że bedzie tam wszystko działać jak w Europie, Azji, Afryce.
Okres spędzony w Sydney z ciocią i jej synem uświadomił mi, że nie jest tak strasznie drogi gdy ma się zaplecze w formie lodówki, samochodu, mieszkania, dostępu do wiekszych miast, gdzie są promocje w sklepach, konkurencja. (a nie jak w małych miasteczkach – jeden sklep w odległości 50km). Kupujesz więcej gabarytowo, płacisz mniej. Tego w Europie tak bardzo nie widać, chcesz kupić mały jogurt 0,33l, placisz 0,5 euro, chcesz familly pack 1l placisz 1,5 euro. W Australii za 0,33l placisz 4$ a za 1l placisz 4,5$. Nie wiem jak to działa ale tak jest z prawie wszystkim, alkoholem, nabiałem, mięsem, serami, wycieczkami, transportem, wszystkim… także jak planujesz wizyte w Australii, przyjedz z wiekszą ekipą, wynajmij samochód a najlepiej kup wycieczke all incluzive , wtedy wyjdzie Cie taniej niż samotna tułaczka po kraju.
Miasta (a byłem w Brisbane i Sydney) wyglądają podobnie, w centrum wierzowce wyłaniające się na tle starych budynków z lat 1919, daje dziwne uczucie chodzenia w przeszłości do momentu podniesienia głowy do góry i zobaczenia drapaczy chmur. Znowu tak jak mówiłem. Inna planeta, przyzwyczajony jestem do dzielnic ze starą architektura lub z nowoczesnymi wierzowcami.
Ludzie, których spotkałem w Australii można podzielić na dwie grupy. Australijczycy i turyści. Hhehehehe. Ale znowu. Kraj ten rządzi się innymi zasadami niż reszta świata, Australijczycy w wiekszości przypadków chcą Ci pomóc, jak łapiesz stopa to się zatrzymają, podwiozą nawet gdy to troche nie w ich kierunku, pomogą, doradzą, podpowiedzą. Turyści – a mówie tu głównie o backpakersach za to odwrotnie. Wypożyczą busa, jadą przez kraj i nie zatrzymają się, nie podwiozą, nie pomogą, a jak już to liczy się głównie kasa. Jest dużo Kanadyjczyków, Brytyjczyków, Amerykanów , którzy przyjechali na wakacje do innego kraju. Aby się nie zmęczyć to wybrali kraj w którym mówi się w tym samym języku co oni i….hulaj dusza zneczaj się nad ludźmi, który jezyk znają gorzej. W końcu, jak oni śmia przyjechać do kraju i nie znać lokalnego języka? (Zupełnie inaczej to wygląda w takiej Kambodży gdzie Ci sami ludzie zdeżają się z barierą językową)
Australia jest jak inna planeta. Siedzisz sobie na plaży, (nie wyobrażaj sobie niczego niesamowitego, pomyśl o Sopockiej plaży) , morze…tfu, ocean szumi, a tu nagle czujesz przenikliwy ból na nodze, to jakaś dziwna mucha właśnie Cie dziabnęła – boli jakby ktoś oderwał kawałek ciała i tak już zostanie przez…tydzień. Nagminne widać żaby wyschnięte na drogach, papugi i inne dziwactwa latające, pełzające, skaczące (nie wspominając o znanych nam i kochanych komarach umilające wieczory). Gekony czy inne jaszczórki chodzące po ścianach umilają Ci za to noc, sen - skrzecząc co chwila.
Australia jest jak inna planeta, pada wtedy gdy nie powinno, skwar cie atakuje wtedy gdy się tego nie spodziewasz, jak już pogoda dobra to wiatr wieje ze złej strony lub jest za mocny. Czyli, nie polatałem sobie dużo na paralotni co mi uświadomiło, że jednak najlepsze miejscówki na latanie są w Europie….(no dobra, w Turcji i Nepalu także).
English version some day. Sorry.