Thursday, January 27, 2011

10 dni w kambodży

DSC_8716Po przekroczeniu granicy Tajlandzko Kambodżańskiej Sebastian słusznie stwierdził, że autobus jedzie po prawej stronie – po tej dobrej stronie. Po czym poczułem się dziwnie, bo właściwie z 2 tygodniową przerwą od pół roku przebywam w krajach, w których jeździ się po lewej stronie – w tym 3 miesiące sam uczestniczyłem w ruchu lewostronnym. Dlatego zacząłem się zastanawiać, która strona jest dla mnie w tej chwili ta dobra, przyzwyczaiłem się do lewej całkowicie, ale prawa też nie jest mi obca…. poczułem się dziwnie.

Drogi w kambodży sa wyjątkowo dobre, główne wręcz idealne patrząc się na ogólną biede w kraju. Chyba dlatego, że specjalnie ruchu nie ma, przeważnie pusto – nie licząc motorów i rowerów – których i tak też nie jest za dużo. Mimo wszystko średnia prędkość dalej mieści się w granicach 50km/h gdyż non-stop trzeba uważać na debili.

DSC_8826Siem Rep, miasto wygląda tak samo jak tysiące innych azjatyckich miast, syf, bieda. Jedno co razi prosto w oczy to wszędzie bogate, wielkie , drogie hotele, gdzie prawdopodobnie przyjeżdzają obżydliwie bogaci turyści w celu oglądniecia jednego z cudów swiata – Ankor Wat.

Jedzenie wyśmienite i niesamowicie tanie, właściwie wszyscy trzymali się cen 1$.. wszystko tam można było dostać za 1$, cena tuk-tuka też 1$ niezależnie gdzie chciałeś jechać….czasami 1$ od osoby, hehe, czyli łącznie 2$…. Hotel też znaleźliśmy za 3$ za pokój 2os. Chyba najtańsze miasto w którym byłem kiedykolwiek.

Tuktuki w Kambodży wyklądają zupełnie inaczej niż w Tajlandii, gdzie są to specjalne pojazdy. Tutaj jest to zwyczajny motor, do którego podłączona jest przyczepa, na której można siecieć, leżeć, co się chce.

DSC_8594Sam Ankor Wat…. można porównać do wielkiego parku zieleni, z drogami, jeździ się od miejsca do miejsca i zwiedza ruiny. Może na zdjęciach wygląda niesamowicie, ale jak sie tam jest, z bliska kupa kamieni, gruzu. Nic nadzwyczajnego. (Oczywiście tutaj zaraz wszyscy zaczną się oburzać ale co tam..takie moje zdanie – Porównując do Tadź Mahal, gdzie oglądało się z otwartą buzią Ankor Wat nie warty splunięcia).

Można kupić bilet na 1-2-3 dni, oraz na tydzień. Cóż, wybraliśmy 1 dniowy DSC_8589bilet i już po 4 godzinach oglądania ciągle praktycznie tego samego mieliśmy dość. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie 3 dni albo tygodnia spędzonych tam. Może jeszcze raz…jestem ignorantem.

Sama główna , najwieksz świątynia Ankor Wat oblegana jest przez turystów tak samo jak i inne cudy świata…Jest ich tam tysiące, zachód słońca na tle ruin – przeciętny.

Trochę zdjęc – jak wszystkie z Kambodży zrobione przez Sebastiana Zacnego.

DSC_8605

DSC_8644

 

DSC_8658

DSC_8665

DSC_8673

DSC_8655DSC_8747

Wioska na jeziorze, gdzie ludzie żyją, uczą się, pracują. Chcesz? Możesz to zobaczyć, jedyne 20$ za przejażdżkę łodzą. Co? Drogo? Panie, ja tutaj prowadze biznes. Nie da się taniej…. Ok 15$… Nie to nie…. dobra 12$. I ruszyliśmy…pierw rzeką gdzie widać było domy stojące na belkach drewnianych opartę o wały, później wpłyneliśmy do jeziora gdzie domy pływały, gdzie szkoły pływały, gdzie sklepy pływały, gdzie boiska koszykówki pływały. Dobiliśmy do jednego ze sklepów, gdzie wszystko było niesamowicie drogie a w koło życie biedaków toczyło się jak każdego dnia…wolno, bez stresów i mając całkowicie w dupie tych turystów, którzy tu się przypałentali.

DSC_8759DSC_8761

DSC_8767DSC_8768

DSC_8776

Fakt, jedna, czy dwie łodzie podpłynęły i zdaniem na ustach “wonder please”, …Jaki cud? O co im chodzi…”wonder please”….”wonder please”…”one dolar please”…. Aaa…rozumie, myśle, że za pare lat – jak gościu rozwinie swój biznes transportowania turystów ludzie uświadczą tego “cudu prosze” więcej.

 

Acha… zapomniałbym. Kambodża jest krajem, w którym krążą 2 waluty, lokalna “Riel” oraz amerykański dolar. Przelicznik jest prosty 1 do 4000 i raczej nikt tu się nie martwi o zmiany w kursie bo maja to raczej wszyscy gdzieś. W sklepach ceny sa czasami w dolarach, czasami w Rielach. Coś kosztuje 0,25$, dajesz dolara, wydają cy 3000 Rielow, dajesz 10$, wydają ci 5$ oraz 19 tyś Rielow…heheh…i teraz połap się w tym wszystkim…

Przed moim pierwszym zetknięcu z bankomatem zacząłem obliczać ile powiniem wypłacić,…hmm….niech bedzie 400zł, czyli jakieś pół miliona Rielów….chyba,… Problem się rozwiązał, gdy okazało się, że bankomany wypłacają tylko dolary. hehe

 

IMG_2921

Co ja tam pisałem, jedzenie jest wyśmienite? Hmm.. Chcesz, możesz zjeść pająka. Chcesz możesz zjeść innego robala, mnóstwo rodzaju ryb i stworzeń morskich, na targu jest tego mnóstwo.. Szkoda tylko, że zdjecia pojechały razem z Sebastianem do Wietnamu, jak wróci to bedzie co oglądac.

Następnie odwiedziliśmy Phnom Penh, stolice, która jeszcze nie tak dawno była całkowicie wysiedlona przez Czerwonych Khmerów, w latach gdy ja byłem w brzuchu mamy, lub już na tym świecie oni mordowali, zabijali …swoich. Zgineło jakieś 2 miliony ludzi w tym kraju, tylko dlatego, że…bo tak….smutne.

IMG_2942W mieście spotkaliśmy Gwendolyn, niemkę zakochaną w Kambodży. Kolejny dzień z rzędu picia, tym razem przy rzecze w srodku miasta mnie troche wykańczała, ale Sebastian, który dalej odczuwał jet-laga był na pełnych obrotach….dopiero 2 dni później padł jak kłoda…. Przy okazji, tamtego wieczoru przypałentał się jakis Kambodżanin, który wygląda raczej na pedała, (choć kto wie), i po jakimś czasie zoriętowałem się, że chyba ma na mnie ochotę. Po czym uciekliśmy mu. Na zdjęciu , niewiadomo skąd, nagle się pojawił przy mnie.

IMG_2983Kolejnego dnia stwierdziliśmy, że pojedziemy na wycieczkę poza miasto, do starej stolicy Kambodży, wypożyczyliśmy motory za 4$ dziennie i włączyliśmy się w ruch w azjatyckim mieście. Ten kto był w azji wie o czym mówie. Ruch, w którym nie ma zasad, ruch w którym działa zasada, masz więcej odwagi lub jesteś większy to szybciej przejedziesz przez skrzyżowanie…. było….było…. nieeesamowicie zajebiście.! Przeżyłem, choć z paroma upadkami

Poza miastami…sami widzieliście, ale raczej źle zrozumieliście, biednie jest, ale widać, że ludzie tam nie umierają z głodu, siedzą sobie i odpoczywają, prawdopodobnie zadowoleni z zbiorów ryżu, czy napici kokosami, które można znaleść praktycznie wszędzie, lub innymi owocami… Może się myle, nie pytałem, nie czytałem, ale tak to wyglądało.

DSC_8832DSC_8835

Na koniec odwiedziliśmy Sihanoukville, nad oceanem, gdzie cała ameryka, anglia się bawi na całego, gdzie tysiące starych pryków przyjeżdza aby znaleść sobie młodą dupe Kambodżankę, z która specjalnie nie ma jak rozmawiać ale może uprawiać sex. Dla większości lokalnych ludzi te miejsce jest stanowczo za drogie, bo ceny….Polskie. Cóż…szkoda troche, powinni mieć jakieś swoje miejsce gdzie mogli by wypocząć.

IMG_3000Tam zostałem się z Sebastianem, który wpadł ja debilny pomyśł, wypożyczenia motoru i pojechania (a właściwie odwiezienia go) do Wietnamskiej granicy… Dwóch wielkich facetów + bagaż na małym motorku, przez 5 godzin przez Kambodże… Dodatkowo ja się niespecjalnie czułem. Kurwy leciały co 5km. No i się dowiedzieliśmy dlaczego przy drogach co kilometr stoją butelki coca-coli z moczem. Ten mocz to benzyna. A stoi dlatego, ze jak się jedzie motorem, to przewaznie co 50km trzeba zatankować a stacji benzynowych tam dużo nie ma…… W czasie naszej drogi i mojej powrotnej, odwiedziłem ten przydrożne mini stacje z 6 razy… Jak nasza droga wyglądała, jak się zakończyła? Jak wyglądała granica Wietnamska…to osobna historia.

Koniec, sorry za błedy, później sprawdze.

As you probably know, English version will be later.

Saturday, January 22, 2011

Wieś kambodżańska

Tymrazem tylko zdjęcia, zrobione w wiekszości przez Sebastiana Zacnego
Wycieczka na motorach po wsiach Kambodży.

This time only pictures made mostly by Sebastian Zacny.
Motobike trip trought Cambodia’s countryside.

IMG_2916

IMG_2924

IMG_2949

IMG_2952

IMG_2972

IMG_3020

IMG_3029

IMG_3030

IMG_3031

IMG_3032

IMG_3033

IMG_3035

IMG_3038

IMG_3039

IMG_3065

Sunday, January 16, 2011

Bangkok

Po dwu dniach w podróży z Pokhary do Bangkoku w końcu wysiadłem z samolotu skierowałem się do miejsca gdzie wydają wizy “on arrive”. Po wypelnieniu formularzu wraz ze zdjęciem stanąłem w kolejce gdzie Tajski emigration officer sprawdzał wszystko i wbijał wizę do paszportu. Niestety. Mi nie wbił, pokazując na kartkę, że musze mu pokazać bilet powrotny do kraju. Na nic zdały się tłumaczenia, że zamierzam jechać do Kambodży, Malezji. Był twardy i praktycznie nie znał angielskiego. Nad jego okienkiem świecił neon, “jeżeli potrzebujesz pomocy, pójdź do okienka po prawej”. Tak też zrobiłem, ale tam też odbiłem się od ściany. Zrezygnowany pochodziłem sobie po międzynarodowym terminalu w poszukiwaniu jakiejkiegokolwiek biura linii lotniczej z zamysłem aby kupić jakiś bilet lotniczy. Nie znalazłem nic. Wtedy przypomniałem sobie o tym, że mogę zrobić taki sam przekręt jak z wizą do Indii. Odnalazłem kafejkę internetową, wszedłem na strone esky.pl gdzie zarezerwowałem bilet z Bangkoku do Malezji, wybierając opcje – przelew. Dostałem mailem potwierdzenia zarezerowania biletu i prośbę o przelew. Wydrukowałem to i wróciłem do kolejki do emigration officera. Popatrzył się na kartkę, na której było wszystko po polsku, znalazł numer lotu, godzine, po czym wbił mi wizę do paszportu i w końcu po 2-3 godzinach spędzonych na lotnisku mogłem wkroczyć na ziemie Tajlandii.
Bangkok mnie przyjął bardzo miło! Cywilizacja, żadnych problemów z znalezieniem transportu (busa) do miasta, zadnych problemów z hotelem (tanim!). Super atmosfera, fantastyczne jedzenie!. Przepakowałem się i zostawiłem paralotnie w jednym z hotelowych przechowalni (2zł doba). Wieczorem, po szaleńczej nocnej jeździe tuptupem po Bangkoku wszedłem do pussy landu… Najlepsze pussy show w mieście (wg. drivera), gdzie Tajki pokazywały co kobieta może zrobić przy pomocy swoich narządów płciowych, a na koniec godzinnego show-u zaserwowano nam sex Tajki z Tajlandczykiem na scenie z happy endem.
Następnego dnia ruszyliśmy z Sebastianem autobusem do Kambodzy. Rano około 8, gdy czekaliśmy na mini bus młodzi anglicy właśnie wracali z imprezy z Tajkami, ledwo trzymając się na nogach ciagneli do pokoji…hehehe, cóż,raczej to były wyrzucone pieniądze w błoto przy ich stanie upojenia.
Wybaczcie – post był pisany bardzo szybko, zdjęcia później, wszystko później.

My broken English version:


After two days of traveling from Pokhara to Bangkok  I got off from the plane and headed to the place where i can get visa of arrive. After filling out the form with a picture I stood in line for Thai Emigration officer which been checking everything and stucking a visa in the passport. Unfortunately. I did not get visa, He pointed to a card where was written that I have to show him a return ticket home. I was traing to explain him that I intend to go to Cambodia, Malaysia, take a train, bus, not flight - what's why i don't have it. He was tough and knew practically no English. Above the neon glows, "if you need help, go to the right side and ask."  I did it, but it was like bounced off the wall. Resigned came after i couldn't find on the international terminal any airline office  with the idea to buy a airplane ticket to anywhere from Thailand. I have not found anything. Then I remembered that I could do the same scam as with India visa. I found an Internet cafe, I went to the page where I booked ticket from Bangkok to Malaysia, selecting payment options - bank transfer. I got email confirmation and request for payment transfer. I printed it and went back into the queue for Emigration Officer. He looked up at the paper, which was all in Polish, he found flight number on it, then put isa in my passport. Finally after 2-3 hours spent at the airport I was able to enter the land of Thailand.
Bangkok welcomed me very nice! Civilization, no problems with finding transportation (bus) into town, no problems with the hotel (cheap!). Great atmosphere and fantastic food!. Repacked and left to hang gliding in one of the hotel  (price 0,5 EUR per day). In the evening, after crazy tup-tup night ride I went to Bangkok - Land of pussy ... Into the best pussy show in town (according to the driver), where Thai showed what a woman can do with their genitals and finally, at the end served us the public sex on stage with a happy ending.
Next day we went with Sebastian bus to Cambodia. Morning around 8 when we waited for the mini bus, young English men just returned from a party with Thai girls, barely walking and holding haft empty buttle of wiski.. hehehe, well, rather, It was rather waisted money i would say.



Rodzina Mitchelów

Po 2 miesiącach spędzonych w Pokharze niezmiernie cieżko było mi opuszczać to miejsce, nie z powodu pięknych gór, nie z powodu latania na paralotni ale ponieważ musiałem opuścić hotel garden prowadzony przez rodzine Mitchelów.
Miejsce pełne ciepła, które można od razu wyczuć po 5min. rozmowy z Johnem. Po 2 miesiącach jest się najlepszym kolegą Camerona, 7 letniego syna, który przesiadywał z tobą całe wieczory gadając o pierdołach. Maya – żona – Nepalka zawsze pomoże, tak jak i cała rodzina od jej strony, Dipesh zawiezie, Promis zrobi wspaniałe jedzenie. Podpowiedzą co, gdzie i jak, za ile, pomogą gdy
No ale trzeba jechać, poznać inne kraje, w końcu to ma być podróż.

My broken English version:

After 2 months spent in Pokhara It was very hard to me to leave this place, not because of the beautiful mountains, landscape, not because of paragliding but because I had to leave the Hotel Garden run by the Mitchell's family.
Place full heat, which you can immediately feel after 5min. conversations with John. After 2 months Cameron, 7 year old son becomes yours best friend, which keeps you company whole evenings talking about trivialities. Maya - wife - Nepalis wife always help, as well as the whole family on her side, Dipesh will take you wherever you want, Promis do great food. They will tell you, what, where and how much cost stuff in Nepal,  they will help always.

But...i need to go, to see other countries, in the end this suppose to be a journey.


Troche filmów z powietrza zrobionych przez mojego finskiego kolegi.
Now a bit of movies made by my friend from Finland :-)

Monday, January 3, 2011

Strach

paragliders_wideweb__470x313,0Każdy go zna, od małego towarzyszy każdemu z nas. Naukowcy mówią, że tak samo jak ból, ostrzega nas przed niebezpieczeństwem, podnosi poziom adrenaliny, nasze zmysły się wtedy wyostrzają I pozwalaja szybciej reagować na niebezpieczeństwo.
Nie zawsze jednak strach jest dla nas dobry, często przez niego nie robimy różnych rzeczy, których później żałujemy. I nie mówie tutaj o prawdzywym niebezpieczeństwie, np. boimy się poprosić o podwyżkę, boimy się zapytać o coś, boimy się czegoś zrobić bo… bo ktoś może na nas źle popatrzyć, coś sobie pomyśleć.
Niektórzy nie walczą ze strachem, poddają się mu. Ja zawsze z nim walczyłem, starałem się go ujażmić, we wszystkich aspektach mojego życia. Czasami mi się odawało, czasami nie.
Niedawno spotkałem dziewczyne z Australii, która jechała na startowisko na góre aby polatać, później okazało się, że przyjechała tutaj aby pokonać swój strach przed lataniem. Strach, który się pojawił dlatego, że miała kolizje w powietrzu. Na samą myśl o tym źle mi sie robi, więc rozumie ją doskonale. Sam boje się prawie za każdym razem jak startuje, jak ląduje, jak latam w termice, gdzie mnie trzęsie. Czasami uciekam szybko na ziemie, czasami walcze z naturą utrzymując się w powietrzu jak długo się tylko da.
Po tej krótkiej znajomości, zdałem sobie sprawe, że obracam się teraz w towarzystkie, wśród ludzi, którzy cały czas walczą, ze swoim strachem. Niezależnie czy są super zaawansowani, mają duże doświadczenie czy małe tak jak ja. Słyszałem już o wielu bardzo doświadczonych pilotach, którzy przestali latać po jakimś bardzo niebezpiecznym incydencje w powietrzu. Ze strachu. Każdy się boi. Najważniesze aby ten strach wykorzystać a nie poddać się mu.
Cieszę się, że mam kontakt z takimi ludźmi. Bardzo pomaga mi to. Pomaga mi też to w podejmowaniu ryzykanckich decyzji życiowych, które mogą doprowadzić mnie do zguby (jak i do wielkiego szczęścia – na co liczę!). Może gdybym nie poznał paralotniarzy wycofałbym się z mojego szalonego pomysłu przerwania oszałamiającej kariery i podróżowania.
Ostatnio jak wiecie miałem lekki wypadek w trakcie startu, skręciłem noge i siedziałem  na dupie, na ziemi. Nachodziły mnie różne myśli, że ja taki biedny jestem, dlaczego mnie to spotyka, ogólnie tego typu miałczenie, z którego jest znany Benedykt. Tymczasem niedawno przyleciał pilot z UK, pierwszy dzień miał fantastyczny, polatał sobie nieźle (a wieczorem mnie skręcało – on lata – ja nie latam). Nastepnego dnia dowiedziałem się, że ktoś jest w szpitalu. Pilot ów, złamał noge w dwóch miejscach i od tygodnia leży w szpitalu po operacji.
Wypytałem się jak to się stało. Okazało się, że sytuacja była bardzo podobna do mojej. Ja skręciłem kostkę. On złamał nogę. Mimo, że jest o wiele wiele bardziej doświadczonym pilotem ode mnie. Ta sytuacja uzmysłowiła mi jeszcze bardziej, że moje życie, moje osobiste porażki często nie muszą nimi być. Wystarczy spojżeć na nie z innej perspektywy. Spojżeć na nie nie swoimi oczami i zaczyna być różowo. Patrz on – po 2 dniach w Nepalu wypadek, szpital – Patrz ja – dalej latam – dalej będę podróżował. Mogłem skończyć dużo gorzej.
Im bardziej się przestrasze, tym badziej zastanawia mnie, “co mnie tak ciągnie w te niebo?” Nie wiem. Wiem tylko, że uspokaja to mojego potwora siedzącego w głowie, który przeważnie krzyczy na mnie cały czas, dołuje, rozprasza, nie pozwala zaznać spokoju. Pajac się pewnie boji. hehe… Dlaczego inni ludzie lataja? Oglądnij filmik.


My broken English version:


Everyone knows him, since childhood is our accompanian. Researchers say that just like an pain, warns us of the danger, raises the level of adrenaline, our senses become sharpen and then allow you to react more quickly to danger.
Not always, however, fear is good for us, often we do not do things becouse of them and later we regret. I do not say here about real danger, but for example, we are afraid to ask for a raise, we are afraid to ask for something, we are afraid to do something because ... because someone may look at us wrong,  think something bad about us.
Some people do not deal with their fears, surrender to him. I always fought with him, I tried to master in all aspects of my life. Sometimes I successed, sometimes not.
I recently met a girl from Australia who rode on to paragliding take off place to fly, later i've got know that she came here to overcome his fear of flying. Fear that came because she had a collision in the air. I can't even image how scary it was, so I understand her perfectly. I take battle with me almost every time I start, lands, fly in thermals where I was shaking. Sometimes I'm fly fast on the ground, sometimes struggle with nature - winds, keeping in the air as long as you can.
Following this brief knowledge, I realized that I'm surranded by people who struggle with their fear all the time - I'm not the only one. Whether you are a super advanced, they have significant experience or small just like me. I've heard a lot about very experienced pilots who stopped flying after a very dangerous acsident in the air. Because of fear. Everyone is afraid. The most important advantage to this fear and not surrender to him.
I am glad that I have contact with such people. It's very helpful to me. This also helps me in making crazy life decisions which may lead me to life disaster (or to great happiness - as I hope!). Maybe if I did not know paragliders I woundn't break my amazing career (hehe) and travel.
Recently as you know I had a slight accident during take-off, twisted ankle and i had been sitting on my ass, on the ground. I had been thinking how poor i am, why it happened to me? and all that crapy stuff which i am faumous for. Meanwhile, new pilot arrived from the UK, His first day was fantastic, flew well (and i was sad because i couldn't). The next day I found out that someone is in the hospital. UK Pilot broke his leg in two places and he is still in hospital week after surgery.
I asked what happened?  It turned out that the situation was very similar to mine. I twisted ankle. He broke a leg. Although he is much much more experienced pilot than me. This situation helped to see that my personal failures often do not have to be failures. Just look into it from a different perspective. Look at them with someone else eyes and begins to be pink. See it - after 2 days in the Nepal UK Pilot is the hospital - See me - i can still fly - I continue to travel. I could end up much worse.
The more scared, it makes me wonder exactly as it is, "what push me so in the sky?" I do not know. I only know that it calms my monster sitting in the head, which usually yells at me all the time,  distracted, can not be quiet. Clown probably is scared. hehe ... why other people fly? Watch the movie.